29.09.2014 -

-Kto walczy, może przegrać .Kto nie walczy, już przegrał-.


,,Jeśli straciłaś/eś radość życia, nie widzisz sensu swego istnienia…., zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję o swoim życiu, przeczytaj to opowiadanie…, a później zrób to co uważasz za prawidłowe’’.

,, Mała Dziewczynka…’’



Nie byłam wspaniałym dzieckiem, to oczywiste, zresztą gdzie w tych czasach, są idealne dzieci? Rodzimy się malutkimi serduszkami, przychodzimy na świat, normalni, piękni, wyjątkowi…., to ludzie, przyjaciele, rodzice…, nas tak niszczą, wykorzystują, manipulują nami…, ale też nie zawsze dla zgaszenia swych potrzeb, większość z nich nawet nie ma świadomości, że krzywdzą i ranią drugą istotę…., sami byli pewnie krzywdzeni, zaniedbywani, niekochani…, ale to wcale też nie znaczy, że mamy te wszystkie horrory znosić, i żyć w tych wszystkich kłamstwach oraz w tym oszukanym świecie. Opowiem wam pewną, prawdziwą historię!

Była sobie pewna dziewczynka, o bardzo ślicznej buzi, pięknych, zielonych oczkach…, a co najważniejsze? O bardzo dobrym i dużym serduszku! Swą miłością, którą w nim nosiła, mogłaby obdarować cały świat, tych, którzy tej miłości nigdy nie dostali… Kiedy miała 8 miesięcy, zmarł jej Tata. Została ze swą Matką i resztą rodzeństwa. Po jakimś, dość krótkim czasie, wprowadził się do nich pewien mężczyzna, nowy partner jej Matki. W jej domu mało było furtek otwartych na dobro…, było wiele oporów na mądrość i rzadko szerzyła się skromność. Ale miała bardzo wspaniałego dziadka, to on ją tak naprawdę wychowywał, dbał o nią, dbał o to by nigdy nie zaznała głodu, podobno bardzo ją kochał. W tym domu była straszna bieda, jej braciom czy siostrom nigdy się do pracy nie śpieszyło. Matka zawsze twierdziła, że jest nie zdolna do pracy, ale prawda była taka, że ona po prostu nie chciała pracować. Żyli z pieniędzy Państwa, z zasiłków rodzinnych, a Pomoc społeczna pomagała im co miesiąc. Ale dopiero wtedy gdy zaczęła powoli dorastać…., dopiero wtedy zaczął się jej horror. Pomimo tego, że była naprawdę wspaniałym dzieckiem…, nie była kochana, przytulana… Wyzywano ją od matołów, grubasów, bachorów… Nie wolno było jej wziąć samej, bez pytania, np. kromki chleba, nawet jeśli jej żołądek był ściśnięty z głodu. Kiedyś stało się coś bardzo dziwnego. Matka jak nigdy, pozwoliła jej usiąść przy stole, pomimo tego, że siedzieli tam goście i pili wódkę. Ona długo nie myśląc, usiadła zaraz przy samym końcu ławy. Matka nałożyła jej kanapkę z pomidorem na talerzyk. Widok pomidora w tamtym czasie, był dla niej czymś zaskakującym, bo przeważnie cały czas zapierniczało się na czerstwym chlebie z margaryną i solą…, albo na niczym, bo w lodówce sam śnieg i echo, a pieniądze były wyrzucane na wódkę, lub jakieś inne trunki. A żeby zjeść jakikolwiek owoc, to albo musiało się mieć urodziny, albo kradło się sąsiadowi z warzywniaka. Dziewczynka była bardzo głodna… wyciągnęła więc rękę, by podnieść kanapkę z talerzyka, w pewnym momencie przez przypadek pomidor z kanapki znalazł się na wykładzinie, wiecie co się w tym momencie stało? Partner jej matki, zaczął ją wyzywać od nieudaczników, grubasów, świni, chwycił ją za rękę, ona przerażona, zaczęła krzyczeć w niebogłosy, próbując się uwolnić…, niestety…, na marne, goście, którzy tam siedzieli, przyglądali się ze śmiechem na ustach. Zaciągnął ją do łazienki, rzucił nią tak mocno, że leciała w powietrzu, i w pewnej chwili znalazła się już na samym końcu łazienki, pod samym oknem…, wyzywając ją od najgorszych , pluł jej w twarz śmiejąc się z tego, po chwili zamknął ją tam, wychodząc z dumnie podniesioną głową. Nie pomogła jej nawet własna matka. Siedziała tam ze 4 godziny, płacząc, wołając, : Mamo!..., Mamusiu…, wypuście mnie proszę…! Chciała skoczyć z okna, miała już naprawdę dość, aż w pewnej chwili otworzył łazienkę jej dziadek, ściągnął dziewczynkę z parapetu i mocno przytulił, później ze 2 dni siedziała tylko u niego w pokoju, tylko tam czuła się bezpiecznie…., a miała tylko 7 lat, jedyne 7 lat. Bała się w dzień wziąć jakiekolwiek jedzenie z lodówki, dlatego po cichu, jak złodziej, wstawała w nocy, i na paluszkach, by tylko nie zbudzić partnera matki, szła do kuchni, by zjeść, i by nikt jej nie widział…, czasem jej się nie udało, wtedy głodna kładła się spać, ze łzami w oczach… Jej strach był tak silny i potężny, że nie ma nawet takich słów by go opisać, uwierzcie mi…! Każdego dnia bała się o swoje życie, bała się partnera matki. Ale to nie koniec tej prawdziwej historii. Partner jej matki, był uzależniony od narkotyków, strasznie zaczynało się robić, gdy nie miał na te narkotyki…, wyżywał się czasem na dziewczynce. Kiedyś postawił ja w misce, wlał tam wrzącą wodę, prosto z czajnika, dziewczynka nie próbowała nawet uciekać, strach ją ogarnął do takiego stopnia, że stała tylko w tej wodzie, krzycząc i płacząc. On zaś Patrzał się na to biedne maleństwo, wyzywając przy tym od najgorszych, szarpał za jej delikatne rączki, mówiąc: Boisz się? Przepraszaj !Kurwa już!” Dziewczynka w końcu wyskoczyła niczym bumerang z tej gorącej wody i uciekła do dziadka. Takiego typu sytuacje, jak ta, a nawet gorsze…, pojawiały się codziennie. Przykre jest też to, ze nikt prócz jej dziadka jej nie pomógł. Czym sobie na to zasłużyła? Przecież, nie robiła nic złego, była tylko dzieckiem, zwykłym małym dzieckiem, po prostu tylko żyła. A może to właśnie za to, że żyła, traktowano ją jak wyrzutka?!Jeśli tak, to w takim razie po co pozwolono jej przyjść na świat?! Dziewczynka nie raz uciekała z domu, uciekała jak najdalej…, jak najdalej od domu, nie raz ze zmęczenia zasypiała w parku na ławce, jej młodziutkie ciało, jej organizm, wszystko było już tak wyczerpane, że nie raz nie miała już nawet siły uciekać. Święta Wielkanocne czy Wigilia…, niby jest to coś wspaniałego, coś pięknego…, ale nie dla tej dziewczynki. Ona nie lubiła świąt, co roku pojawiały się u niej te same uczucia w tych dniach…, strach, smutek, żal. Nigdy nie miała normalnych świąt, w zasadzie to w ogóle ich nie miała. Nigdy nie dostawała prezentów…, miłych życzeń…, czasem nawet opłatka w tym domu brakowało. Bardzo się bała, gdy widziała jak jej mama, czy ktokolwiek inny zaczyna wlewać w siebie alkohol. Bała się kolejnych awantur, bijatyk, wyzwisk. Później już wszystko się działo po kolei. Brat dziewczynki zaczął ją molestować. Dotykał ją po jej delikatnym małym ciele, szeptał do ucha okrutne i obrzydliwe słowa…, nie broniła się…, wiedziała, że i tak nie wygra, że nikt jej nie uwierzy w to, że rodzony brat robi jej takie rzeczy, nawet jej matka…, jedyna osoba, która jej uwierzyła, był jej dziadek. Molestowanie raz znikało, ale po paru dniach znowu powracało…, razem z jej bratem. Zastraszano ją, że jak powie komuś o tym co on jej robi, to jej mama nigdy nie wróci do domu, i będzie piła…, dziewczynka przez jakiś czas nie pisnęła ani słowa, bo przecież właśnie tego tak strasznie się bała. Kiedy dziadkowi powiedziała o wszystkim, brat przestał ją molestować, czy też atakować, tym razem to on wiedział, że tym razem mu się nie uda, i, że nie ma szans. Dziadek dziewczynki ja bronił…… ale czy tylko? Również ja molestował,,,,, ale przecież tak bardzo go kochała, tylko jego miała…. więc nie przeciwstawiała się, gdy czuła dłonie na swym ciele…., kogoś kto mówił, że nie daj jej skrzywdził a sam to robił. Życie dziewczynki toczyło się bardzo smuto, dramatycznie. Wszedł w jej życie taki moment, że i ona zaczęła pić alkohol i palić fajki. Ta cała złość, cały żal, to wszystko co złe, wyrzucała później na innych ludzi. Zaczęła ranić drugiego człowieka, manipulowała ludźmi, wykorzystywała ich, ale dlaczego? Bo chciała być twarda, chciała krzywdy innego człowieka, bo cały świat obwiniała, za to co ją spotkało. Zawsze zastanawiała się…, co rządzi światem i co nim włada? Nie znała odpowiedzi na to pytanie, pomimo tego, że była naprawdę mądra istotą, wcale się jej nie doszukiwała…, bała się tego co odkryje. Jej oczy zawsze były pozbawione szczęścia, panikowała przed światem. Była omijana, zaniedbana, bez miłości…! Ludzie marzą o luksusach, drogich samochodach, wielkiej karierze…, a wiecie co było największym marzeniem tej skromnej dziewczynki? By ją w końcu ktoś pokochał i zabrał w ciepły domowy kąt…! Co dzień miała myśli samobójcze, paliła fajki, jedna za drugą…, alkohol wlewała w siebie wiadrami…, nie potrafiła spojrzeć w lustro. Bała się, bo wiedziała, że jedyną rzeczą, którą w nim ujrzy, to ,, ogromny strach,,.. Była zamkniętą i przerażoną dziewczyną, wszystko było silniejsze od jej duszy…, ufała każdemu, była dobra, myśląc – oni tez tacy będą. Mogła uciec od tego wszystkiego, zamilknąć na wieki. Lecz jeśli by to zrobiła…, nie poznała by smaku prawdziwego życia, by nie kochała, i nie była by kochana. Dziewczynka zawsze siedziała w tłumie zwykłych ludzi, z przerażoną miną, agresję wokół budziła. Udawała, że jest aż tak strasznie chłodna, w tłumie ludzi jak kropelka, ale w sercu tak naprawdę nie była taka zła…! Maską arogancji się kryła…, udawała, że niczego się nie boi, gdy w ręce z butelką wódki, słabszych od siebie gnoiła. Wszystko wokół niej, było takie szare, smutne, ona sama w tym świecie znikała…, wśród tych smutków i tych szarych ludzi…, siedziała w parku na ławce, zastanawiając się: Jak się stąd wyrwać?! Tylko agresja i przemoc, panowały w jej życiu. Wpadła na świetny pomysł! Postanowiła, że zrobi coś, co będzie tylko jej, ze zrobi swój własny mały świat, pomiędzy otchłanią dobra a zła. Był on zwykłą nicością, ale należał tylko do niej! Zawsze obawiała się przyszłości, ludzkiej nienawiści, czy też złości, nie potrafiła zrozumieć sensu istnienia. Bała się, że nie dożyje następnego dnia, nie dożyję tego co chcę osiągnąć, zdobyć, zrozumieć…, nie miała nikogo ani nic…, miała tylko SIEBIE! Nie chciała otwierać drzwi do tego prawdziwego świata, nie wiem czego się bała…, może, że za daleko je otworzy i zbłądzi…? Może nie uwierzycie…, ale tak naprawdę to nie potrafiła się bronić, ale też nie chciała pokazywać innym, że jest bezbronną, pełną strachu i smutku dziewczynką…, więc nakładała na swą twarz maskę i wtedy rządziło nią tylko ZŁO. Ona strasznie pragnęła ciepła, wsparcia, miłości…, jak każdy, by ją ktoś przytulił, nauczył słowa ,,Kocham…” – tak wiele to znaczy dla tych którzy nic nie mają…! Ci którzy mają swój magiczny świat i błądzą…, ich dzieli wszystko, wyznania, rasa…, a tych, którzy już swe bajki opuścili, nie dzieli już nic…, tak jak dzieci z domu dziecka…, są najprawdziwsi. Dziewczynka nie raz trafiła do domu dziecka, do poprawczaka przez swoje głupoty, ale pomimo tego, zawsze wracała do rodzinnego domu, wierzyła w to, że to co było złe już nie wróci, i, że jej rodzina zmieni się na lepsze…., wierzyła w to kilka długich lat. Dawniej dziewczynka, bo teraz to już dorosła dziewczyna, wyprowadziła się pewnego dnia z domu, bo wiedziała, że to już ten czas, ten moment…, nawet jej dziadek, który twierdził, że tak bardzo ją kocha…, odwrócił się od niej, nawet on zaczął jej ubliżać, że jest wyrodną wnuczką, że nie chce jej znać. Było jej strasznie przykro, bo kochała go naprawdę bardzo mocno, w końcu to on ją wychowywał, karmił, przytulał, czasami strach zabierał władzę nad jej mózgiem czy też ciałem ale…. i on również…..…, Dziś ona rozumie, że on też jest chory, wybaczyła mu jego zimne słowa i czyny. Ważne, że nauczyła się bronić, to ją uratowało chociaż na jakiś czas…., bez tego by nie przeżyła...!. Później pewien człowiek wyciągnął do niej pomocną dłoń…, bała się strasznie, ale kiedy spojrzała całkiem innym widokiem na świat… zobaczyła jak ludzie sobie pomagają, i również patrzą na siebie tym cieplejszym wzrokiem…, zrozumiała, gdzie jest jej miejsce! Jak już wiecie…, dziewczynka miłości nigdy nie zaznała, nikt jej nie kochał, więc zrozumiałe, że i ona nie kochała. Nie kochała nikogo, nie kochała nic, nawet siebie…, ale dzięki temu, że weszłam wśród prawdziwych ludzi i wiele rzeczy zrozumiała…, dziś wie i czuję, że ona naprawdę istnieje, i dopiero teraz… POKOCHAŁA. A jak jest teraz?…, Czasem zamyka oko,…, jedno, drugie na oścież otwarte…, widzi świat dokoła, wszystko to co realne. Gniew i brutalność ludzką, egoizm, kłamstwa, zdrady… Chce zamknąć oko…, nie widzieć, nie może…, nie daje rady. Powoli otwiera drugie, coś się zaczyna zmieniać. Barwy tańczą, wirują, tonie w słońca promieniach. Widzi w objęciach matki małe dziecko wtulone. Przez park idzie małżeństwo, mąż całuje swą żonę. Przez ruchliwą ulicę, starzec przeprowadzony… Życzliwy został uścisk na czyjejś ręce złożony. I mimo przeszkód i tego co przeszła, stara się z całych sił świat szczęśliwszy tworzyć. Pewnie się zastanawiacie, skąd ja o tej dziewczynce wszystko wiem, kim była, co się z nią działo…, odpowiem wam…, tą małą dziewczynką byłam Ja. Dziś mam już 19 lat, robię wszystko by być szczęśliwym człowiekiem i dawać sobie radę. Nigdy nie byłam słodką księżniczką. Jestem sobą. Nie tylko imieniem i nazwiskiem… jestem człowiekiem, jestem osobą. Zawsze śmieszyły mnie teorie mojej rodziny, którzy nie wiedząc nic o prawdziwym świecie, twierdzą, że wiedzą wszystko. Są zamknięci w swych bajkowych domkach z egzotycznych materiałów. To dzięki pewnemu człowiekowi, który podał mi pomocną dłoń, jestem teraz tym kim jestem. Nauczył mnie widzieć więcej niż widzą oczy. Dzięki niemu potrafię patrzeć na cierpienie innych ludzi, i nie zamykać się na nich. Popełniam czasem błędy i nie zawsze widzę powody do radości. Nie raz pędzę, pędzę, i nagle… : Kurwa! Znów coś zjebałam! Ale jestem tylko człowiekiem, i mam do tego prawo. Zdarza się, że czasem płaczę… ale nie oznacza to, że jestem słaba…, lubię sobie pomarzyć, i nie jest to oznaką, że nie patrzę realnie, a to, że chwilami nienawidzę nie znaczy, że jestem popsuta. Nie należę do tych dziewczyn, którym spódniczki z wielkim trudem zakrywają pośladki, i nigdy nie biorę przykładu z tych, które mają promienny uśmiech za pomocą operacji plastycznych…., jestem sobą i dziękuję, ale starcza mi szczoteczka. Ktoś ostatnio zadał mi pytanie… : co czujesz, gdy widzisz swoją rodzinę? Hm…., czuję tylko ulgę, że nie należę już do nich, nic poza tym. Wstyd mi byłoby porównać ich do dzikich zwierząt, bo przecież one są takie inteligentne…a oni nie. Nie nazwę ich też pasożytami, bo pasożyty się jeszcze do czegoś przydają. A więc…. W ogóle ich nie nazwę. Wiem, że czeka mnie jeszcze dużo pracy przed sobą i nad sobą, ale już sama sobie mogę powiedzieć przed lustrem : Paulinko! Odwaliłaś kawał dobrej roboty. Jestem z ciebie dumna! Pamiętajcie… nie ma rzeczy niemożliwych! Na koniec, powiem wam tylko jedno krótkie zdanie….: ,, Na zło oczu nie zamkniesz…, lecz możesz na dobro otworzyć”.
-Dziękuję-

Paula


29.09.2014 -

Liliana nigdy nie była grzecznym dzieckiem, wręcz przeciwnie, do jakiegokolwiek pojęcia grzeczności było jej bardzo daleko. Już od najmłodszych lat przyprawiała swoich rodziców o dość spory ból głowy.
Lili nie bawiła się lalkami, kolorowanki były jej obce. Kiedy tylko nauczyła się składać literki w całość rozpoczęła proces pochłąniania dziesiątek, setek, tysięcy książek. W podstawówce kopciła Marsy kradzione matce, na stadionie za szkoła. Gimnazjum spędziła na błogim weekendowym chlaniu spirytusu rozcieńczanego z wodą godzinę przed spożyciem.
Należała do szczęśliwców, zwanych ludźmi przystojnymi. Gęste, rude loki spadały na bardzo blade ramiona, gdzie niegdzie naznaczone lekko brązowymi przebarwieniami i maleńkimi piegami. Zielone, wielkie, szeroko rozstawione oczy emanowały lekko żółtawym, demonicznym blaskiem. Regularne, ostre rysy zwieńczone różowymi bardzo pełnymi usteczkami, które zdawały się oznajmiać, pocałuj. Posągowe biodra i piersi sprawiały wrażenie rzeźbionych w marmurze. Niemalże perfekcyjna tycjanowska piękność,której zewsząd podpowiadano jak bardzo ma być idealna.
Uczyła się znakomicie, gimnazjum ukończyła ze średnią grubo powyżej pięciu. Pokładano w niej duże nadzieje. Dalszą edukację rozpoczęła poza miejscem zamieszkania (zawsze chciała się wyrwać z tej pipidówy), w jednym najlepszych liceów w dużym mieście, nazwijmy je miastem Meritum, gdyż właśnie w miejscu tym rozegra się akcja, dramat, czy jak kto woli historia naszej drogiej bohaterki.
Kurwa!!!!! - Wrzasnęła zeskakując jak poparzona z wagi, ukrywając rozmazane resztki tuszu i rozpaćkaną czerwoną pomadkę przed współlokatorami, przebiegła ukradkiem do swojego pokoju. Rzuciła się bezwłądnie na łóżko, a jej smukłym, długim ciałem wstrząsnęła kolejna fala niepohamowanego łkania, tak silnego, że miarowo przeradzać się ono zaczęło w drgawki i skurcze. – kolejne pół kilo, jak to możliwe, to zapewne wczorajsze guacamole, grejfruty i sok z aronii. Jak mogłam byc taka głupia. Od jutra przez cały tydzień będę chodzić tylko w wiosennej kurtce, muszę się ukarać, muszę karcić za brak jakiejkolwiek samokontroli. – W tym miejscu należy powiedzieć iż akcja toczy się w środku zimy, za oknem śnieg zapierdala jak pojebany, ludzie wynurzją się z mieszkań tylko i wyłącznie po to żeby przemieścić się do swoich nędznych prac, na spowite pluchą uczelnie, do zasmarkanych szkół, lub w celu zaspokojenia swoich potrzeb biologicznych jakimi są pieprzenie się i zakup jedzenia ( o losie) niby tak niezbędnego.
Nasza bohaterka odepchnęła się dłońmi od miękkiego pudrowego koca, chwyciła dziennik, w którym terapeuta kazał jej zapisywać wszystkie emocje, oparła się chlipiąc jeszcze o ścianę, podciągnęła kolana pod brodę, otworzyła okładkę, owionął ją ledwo wyczuwalny zapach wymiocin.
Anoreksjo, światłości mojego życia, ogniu moich lędźwi. Grzechu mój, moja duszo, pani moja. Jestem Ciebie wciąż pełna, czuję Ciebie w sobie, na sobie i pod sobą. Uginam się pod Twoim ciężarem, ale kocham i pielęgnuję jak małą bezbronną dziewczynkę, którą tworzysz we mnie. Jesteś moją integralną częścią. Od kiedy jesteś obecna w moim życiu, pojęcie ideału jest zupełnie innym stopniem świadomości. Klasyfikujesz mnie jako piękność, którą tak bardzo chciałam być od kiedy tylko pamiętam. Pamiętam też ten dzień, kiedy odkryłam pro – ana. Ekscytacja, która narosła we mnie tego smutnego jak pizda dnia była nie do opisania, skąd mogłam kurwa wiedzieć, że moje genialne odkrycie, stanie się moją zmorą, moją karą, wiecznym rachunkiem wyrzutów sumienia. Lubiłam byc motylkiem quod me nutrit me destruit – "to, co mnie żywi, niszczy mnie", pamiętasz? Powtarzałaś mi to z uporem maniaka, tak pięknie dążyłyśmy razem do perfekcji, do wymarzonych cyferek czterdziestu dziewięciu kilogramów. Miałam wtedy piętnaście lat, Ty pachniałaś światem dorosłych, moja słodka fascynacjo. Pokazałaś mi jak pięknie jest kontrolować siebie, być lepszym od zwyklego (a niech się w piekle smażą) wpierdalacza chleba. Odrywałaś mnie od tej szarości, która tak naprawdę szara była w Tobie. „ Kochane motylki, walczymy z kilogramami. Jeszcze tylko kilka dzieli nas od ideału. Bądźmy razem i bądźmy wytrwałe. Wtedy napewno nam się uda.”. Jebani internetowi pseudo – przyjaciele. Koleżanka nieidealna, lethie i fantasmagoria, może jeszcze skończ wpierdalać? I my, wpisywałyśmy nick drżącymi dłońmi – niedoskonałość, system wykazał dostępność. W tym okresie zespoiłyśmy się na dobre. Chodziłyśmy na długie spacery, w celu spalania morderczych kalorii. Obserwowałyśmy przez szyby tych wszystkich debili, pochłaniających w knajpach za jednym zamachem dwa tysiące kalorii. Zastanawiałyśmy się nad ich upośledzeniem, byłyśmy lepsze, tak lekkie z zasysającym uczuciem głodu, które napawało nas satysfakcją porównywalną jedynie z wielokrotnym orgazmem. Mówiłaś tak pięknie, najpierw o tym, że zdrowo sie odżywiamy, unikamy cukru, tłuszczu oraz soli, która zatrzymuje wodę w organizmie. Nie jemy czerwonego mięsa, a jeżeli już jakiekolwiek zwierzę to w formie pieczonej lub grillowanej, oczywiście bez dodatku wspomagaczy smakowych. Pijemy dużo wody niegazowanej i świeżo wyciskanych soków, aby oczyścić organizm z toksyn. Spożywamy owoce i warzywa, posiadające wiele witamin. Tak właśnie mówiłaś. Potem powoli Twoje słowa zaczęły opiewać inne sformułowania – wyniszczenie, brak okresu, wypadające włosy, skóra jak papier, autodestrukcja, śmierć. Prowadziłaś mnie za rękę, wtłaczając lukrową truciznę, w mój malęńki skrajnie wycieńczony rozumek. Jak dziecko w ciemności stąpałam za Tobą drogą pełną kawy, fajek, omdleń, nitek w żołądku przywiązywanych do zęba, waty cukrowej zapijanej wodą oraz wymiotów. Uczyłaś mnie nowego dekalogu 1. Że jeżeli nie schudne, to nie będę atrakcyjna, 2. Nie,usisz być zdrowa, ważne by chudnąć, 3. Będziesz głodzić się, robić wszystko co w twej mocy, 4. Nie będziesz jadła nadprogramowo bez poczucia winy, 5. Nie będziesz jadła niczego nadprogramowo bez późniejszego ukarania siebie, 6. Jedynie prawdzziwym jest to, co mówi waga, 7. Nigdy nie jesteś zbyt szczupła, 8. Bycie szczupłą niejedzenie, jest oznaką PRAWDZWEJ siły woli, 9. Wierzę w perfekcję i chcę ją osiągnąc, 10. Droga do szczęścia jest stawaniem się kimś lepszym niż zazwyczaj. Kiedy nie miałam siły walczyć, karmiłaś mnie Tussipectem, lub kołysałaś delikatnie podając tramal. Mówiłaś, że mam szczęście, że rodzice są daleko, nie muszę się nikomu tłumaczyć, nikt mnie nie kontroluje, że mogę sama zarządzać swoim życiem. NIE MOGĘ PIĆ, NIE MOGĘ JEŚĆ......Ja chcę być chuda....Mam być chuda, tak chcę....Chcę wejść w te spodnie....Lepiej porzygać się niż zjeść. NIE MOGĘ PIĆ, NIE MOGĘ JEŚĆ......Nie mogę utyć nigdy!...Muszę piękna być!...Ciągle dużo ważę!...Zaraz porzygam się! O Jezu, słabo mi! O boże, gruba świnia!. Śpiewałą Chylińska, ulubiony numer, który determinował mnie do walki.
Dziś rozpoczynam trzy dniową głodówkę, mam nadzieję że wytrzymam, trzymajcie kciuki .